|
Archiwum
|
piątek, 01 sierpnia 2008
Zyje i mam sie dobrze
Po dwoch latach (razem czterech) przelatanych z taca pracuje wreszcie w biurze architektonicznym (www.rundellassociates.com) i musze przyznac nawet niezle trafilem. Placa dobrze takze za nadgodziny, siedzibe mamy w dobrej dzielnicy, a praca jest ciekawa, bo ku mojemu zaskoczeniu nie robie nikomu kawusi, a wrecz przeciewnie - mam nawet skromny udzial w projektowaniu (i nie sa to toalety:-)... Chwilowo wiec jestem najszczesliwszym czlowiekiem na Ziemi! :-D
wtorek, 01 kwietnia 2008
Po Portugalii
We just came across an article in the September issue of GQ listing the most important Buildings of the 21st century. In no particular order, here’s their list: Casa da Musica, Porto, Portugal (2005) - Rem Koolhaas
czwartek, 13 marca 2008
Start of the London season, end of the Boat House period!
Niezapowiedziana wizyta R* w Ladku - zapewne przywiala ja szalejaca w Anglii wichura - rozpoczyna sie letni sezon w Londynie. Za tydzien ''Studencka Wielkanoc w Portugalii'', a potem seria wizyt w kwietniu i maju sesji, sesja ciagnaca sie do konca lipca i miejmy nadzieje jakies wakacje w sierpniu. Do Portugalii zdecydowalem sie jechac w mysl abstrakcyjnego myslenia ekonomicznego mojego wspolokatora zgodnie z ktorym jezeli juz i tak wydalem L60 na bilety i teraz nie pojade to koszt wynosi -L60; jezeli natomiast pojade i wydam jak planujemy zalediwe L100 to calkowity koszt wyniesie zaledwie L40, gdyz nie tracac L60 za bilet trzeba by to zaksiegowac jako zysk +L60; Wydatki wiec -L100 minus zysk +L60 daje razem calkowity koszt -L40 :-D ... tylko kapital wynosi L160 :-D. Nie protestowalem tej pokretnej logice, stosowanej juzzreszta wielokrotnie w pracy tutaj i ostatecznie JADE! Moze to przyklad szalenczej mlodzienczej nieodpowiedzialnosci ale dzien przed wyjazdem koncze prace w BH i choc jeszcze nic w zastepstwie nie znalazlem i szczerze powiedziawszy jak to ja nie bardzo szukalem - to jednak jestem dziwnie spokojny wewnetnie ze jakos to bedzie! Jakby mi to ktos inny powiedzial to bym go wysmial i przekreslil chyba, ale czasem czlowiek odkrywa w sobie dziwne logiki i emocje ktorych wczesniej nie rozumial i z racjonalnego punktu widzenia nie potrafil pojac! Na pewno bede sral w majty po powrocie! Wygralem tez swoja pierwsza architektoniczna nagrode na przedswiatecznym przegladzie projektow - tort Sachera przywieziony przez krytyka z Wiednia na pol ze Stephenem za najlepsze projekty, pomimo faktu ze to w duzej czesci ''architektura mowiona'' wciaz byla :-)! Jak to skomentowal kumpel ze studiow: ''nie narzekaj - ostatecznie w dwa i pol roku z bezdomnego i bezrobotnego w Leicester zaszedles do najlepszego w klasie studenta architektury w Londynie''...kolejna pokretna i alogiczna logika, ale daje rade! ;-P
poniedziałek, 11 lutego 2008
Back home after a year!
Jestem w szoku, bo moje pierwsze wrazenie jest takie ze wszystko stracilo proporcje - parapety, blaty, lozka sa za niskie, szuflady za waskie, lodowka za duza, drzwi dziwne, sufit jakos wyzej, ramy w obrazach nie te, miasto oswietlone jakos bardziej i wyrazniej...gdzie ja jestem!? Rok to jednak sporo - najdluzej w moim zyciu poza domem!
poniedziałek, 21 stycznia 2008
I REM mniej genialny
z materialow do eseju z historii: Solipsistic skyscrapers and synthetic urbanism can only lead to insidious proliferation or metastasis! Na jedno zdanie nawet Angole musza poswiecic 15 minut z ciotka Wikipedia!
piątek, 04 stycznia 2008
REM Genialny!
A tak Rem Koolhaas radzi sobie z przeskakiwaniem z projektu w projekt, za skali w skale w mysleniu i w konwersacji! 'I see it as lots of basketballs bouncing,' he goes on. 'You don't want them to lose their energy, so you have to go round giving each of them an extra-hard bounce every now and then, and make sure that there is not a ball that terminates its bounce.' He has something of an addiction to difficulty. 'We sometimes have to find how what is not apparently possible is possible,' he says. 'We always have to keep up a high alertness around a problem until it becomes more clear.' Przed zblizajaca sie Sesja, na wszystkie 'Nie dam kurwa rady' przypominam (takze sobie) Przeslanie Pana Cogito
:
Zbigniew Herbert Przesłanie Pana Cogito
Idź dokąd poszli tamci do ciemnego kresu po złote runo nicości twoją ostatnią nagrodę idź wyprostowany wsród tych co na kolanach wsród odwroconych plecami i obalonych w proch ocalałeś nie po to aby życ masz mało czasu trzeba dac świadectwo bądź odwazny gdy rozum zawodzi bądź odważny w ostatecznym rachunku jedynie to sie liczy a Gniew twój bezsilny niech będzie jak morze ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych niech nie opuszcza cię twoja siostra Pogarda dla szpiclów katów tchórzy - oni wygrają pojdą na twój pogrzeb i z ulgą rzuca grude a kornik napisze twój uładzony życiorys i nie przebaczaj zaiste nie w twojej mocy przebaczać w imieniu tych których zdradzono o świcie strzeż sie jednak dumy niepotrzebnej oglądaj w lustrze swa blazeńską twarz powtarzaj: zostalem powolany - czyż nie było lepszych strzeż sie oschłosci serca kochaj źrodło zaranne ptaka o nieznanym imieniu dąb zimowy światlo na murze splendor nieba one nie potrzebują twojego ciepłego oddechu są po to aby mówić: nikt cię nie pocieszy czuwaj - kiedy światlo w górach daje znak - wstań i idź dopóki krew obraca w piersi twoją ciemną gwiazdę powtarzaj stare zaklęcia ludzkości bajki i legendy bo tak zdobędziesz dobro którego nie zdobędziesz powtarzaj wielkie słowa powtarzaj je z uporem jak ci co szli przez pustynie i gineli w piasku a nagrodzą cie za to tym co maja pod reką chłosta śmiechu zabójstwem na śmietniku idż bo tylko tak będziesz przyjęty do grona zimnych czaszek do grona twoich przodków: Gilgamesza Hektora Rolanda obronców królestwa bez kresu i miasta popiołów Bądź wierny Idź Pan Cogito 1974 Update
1) Wigilia u W* i M* -> tradycyjne potrawy (Karp, kapusta z grzybami, kompot z suszu, makowki - wszystko sam ugotowalem!), udekorowany stol i mieszkanie ale zaczelismy nietradycyjnie o 22, zupelnie nietradycyjnie spiewalismy rowniez angielskie koledy, rozmawialismy tylko po angielsku i zupelnie wbrew tradycji upilismy sie szampanem - troche dlatego ze tacy juz widac jestesmy, troche dlatego ze jestesmy mlodzi i bylismy bez rodziny, ale przede wsdzystkim z powodu angielskiego goscia - chlopaka I* James'a. Anglicy w Wigilie siedza w barach, bo to jest taki dzien w roku gdy wieczorem wszyscy maja wolne i wszscy pija na umor z persektywa spedzenia nastepnego dnia w gronie rodzinnym - Anglicy to nie jest szczegolnie rodzinny narod!! 2) Boze Narodzenie vel. Christmass Day - Sniadanie ejszcze u brata ale zaraz potem obiad (Barszcz z uszkami i Schab z jablkami) w domu z M* i G*, tata M* ich przyjaciolmi B* i A* oraz ich 6-cio tygodniowa coreczka A* (jak tak dalej pojdzie to co Swieta bede trzymal na rekach jakiegos noworodka - ze niby Dzieciatko Jezus czy co ?!:-) ) Niemalze utonelismy pod nawalem jedzenia i alkoholu. 3) Boxing Day vel. Drugi Dzien Swiat - maraton filmowy i winny - zasnelismy z M* nad ostatnim z nich - nie wiem nawret jak sie skonczyl a miala byc Penelope Cruz wyskakujaca z prezentu! 4) Po swietach, rano odkrylem ze padl mi dysk wiec spedzilem caly dzien instalujac nowy dysk, nowego Windws'a i wszystkie programy co powaznie wytracilo mnie z trybu nauki na nastepny tydzien (sic!). My comp is my burden - zyje w ciaglym strachu ze jak go wylacze to sie juz nigdy wiecej nie wlaczy, a to tak jakby mi ktos lewa polkule mozgu z pradu wylaczyl (wedlug zakladki Facebook'a mysle glownie prawa - kreatywna i intuicyjna - komputer jest wiec moja lewa - zorganizowana i uporzadkowana) 5) Praca przez 3 dni zakonczona w Wigilie Nowego Roku: NIE WYPILEM W TE NOC ANI KROPLI ALKOHOLU! bo o polnocy jakos bylem zajety a pozniej juz nie mialem ochoty - wrocilem do domu o 4 rano i zaczalem czytac ksiazke - niesamowite ile spokoju i sily mi to dalo - zupelnie jak rzucenie palenia - kolejny maly krok w kierunku odbudowy wlasnego Ego! Intensyfukacja odbudowy i rozbudowa wlasnego Ego jesli cos bedzie moim noworocznym postanowieniem! 6) Wizyta w Leicester u starych znajomych - bardzo mila, na swoj sposob inspirujaca i przemyslana strategicznie. Milo zobaczyc ludzi ktorzy jak ja przed wyjazdem do Anglii rzucaja sie na nowe wyzwania, chca cos zmienic w zyciu i nie do konca zastanawiaja sie nad tym co robia, jak trudne to bedzie i jakie beda tego konsekwencje - tylko tak mozna chyba do czegos dojsc w zyciu, a przynajmniej i ja i miejmy nadzieje P* testujemy te teorie! Samo Leicester szare, brzydkie, prowincjonalne, male, puste i robotnicze - jak caly ten okres w moim zyciu - perspektywa spedzenia tam nocy (o maly wlos spoznilibysmy sie na ostatni autobus) - obudzenia sie tam jeszcze raz wywoluje u mnie dreszcz paniki i odruch wymiotny - jedyne co go powstrzymuje to kilku (zaskakujaco malo jak na 14 ponad miesiecy spedzone tam) przyjaciol! 7) Za nauke zabralem sie dopiero wczoraj, ale teraz mam 3 tygoni wolnego do pracy, wiec jeszcze (przez dwa dni) nie musze sie super stresowac!
środa, 19 grudnia 2007
Cafe Havelka
TLO HISTORYCZNE: Café Hawelka w samym centrum Wiednia jako jedna z ostatnich reprezentuje wspanila srodkoweuropejska tradycje kawiarni artystycznych i w latach szesdziesiatych XX wieku byla tym czym Cafe Central w XIX i Cafe Herrenhof w pierwszej polowie XX wieku. Do dzis prowadzona jest przez 96 letniego Leopolda Havelke, jego syna Guntera i dwoje wnukow Amira i Michaela. Jungendstillowskie wnetrza zaprojektowal uczen Adolfa Loosa i w niezmienionym stanie (wraz z XIX wiecznym sufitem i meblami) przetrwaly do dzisiaj. W przeciagu 68 lat istnienia bylo to miejsce spotkan artystycznej bohemy Wiednia i Europy, by wspomniec tylko kilku: Andy Warhol, Henry Miller, Elias Canetti czy Friedensreich Hundertwasser. Zgadnijcie kto prawie zrujnowal czesc tego dziedzictwa?!
Otoz wnuka Pana Leopolda - Michaela mielismy okazje poznac osobiscie gdy juz rozlozylismy sie z akwarelami, piorami i tuszem w naroznym stoliku najstarszej czesci i zlozylismy zamowienie na trzy niesamowicie staroswiecko wygladajace piwa. Przyszedl poinformowac nas piekna angielszczyzna iz w przeciwienstwie do swojego nieobecnego w tej chwili dziadka (o ktorym juz slyszelismy od pracowniukow kilku innych miejsc we Wiedniu) nie ma nic przeciwko naszemu malowaniu, ale prosi bysmy uwazali by niczego nie poplamic, a w szczegolnosci obic! Zaproponowal rowniez gazety do podlozenia na sofie i pod farby i to wlasnie podczas ich rozkladania uslyszelismy z Peter'em Steven'a i jego glosne glosne 'O fuck!' z nastepujacymi po nim oddechem ulgi i cichym 'uratowalem!' Nastapila wymowna cisza w trakcie ktorej Steven nie wyciagal rak spod stolu, podczas gdy Peter i ja dokonczylismy rozkladanie ostatniej gazety. Jakos podswiadomie wiedzielismy ze to chodzilo o otwrta buteleczke czarnego tuszu stojaca na brzegu stolu i w momencie gdy kazdy znas rowazal w myslach niemozliwosc nie wylania sie czarnego plynu Steven wyciagnal cieknace nim rece spod stolu! 'Powiedz ze nie na sofe' powiedziesmy jednoczesnie odslaniajac trzy wielkie czarne plamy na przydymionych sofach... C.D.N. Swiateczny Market na placu przed Ratuszem gdzie z Civita (znajoma z Indonezji) zajadalismy sie Bratwurstem i popijalismy switeczny Putsch (nie kupujcie jagodowego!). NIe mam wiecej zdjec ze soba chyba ze w odbiciach, wciaz czekam na zdjecia z American Baru
poniedziałek, 17 grudnia 2007
Vor vielen hundert Jahren als Wien Eine grosse Stadt war...
Uczelniana wycieczka do Wiednia byla jak do tej pory najwazniejsza architektoniczna przygoda i 4 najintesywniejszymi architektonicznie dniami mojego zycia mojego zycia - padam ze zmeczenia wiec na zdjecia trzeba poczekac do wtorku.
sobota, 17 listopada 2007
Chwilowo jedyny sukces w moim zyciu:
Po dwoch miesiacach prob na basenie (hmmm...probuje tylko gdy nie ma ratownikow, nikt nie lezy na lezakach oraz gdy nie ma nikogo kto by lepiej ode mnie plywal a zatem nie tak znowu za czesto!) udalo mi sie skoordynowac rece i nogi do delifina i co wazniejsze od razu rzeplynalem dwie dlugosci :-) Niech to bedzie pierwszy krok w te lepsza strone!
wtorek, 13 listopada 2007
Chcecie znac prawde?!
Generalnie to mi sie sypie moj caly emigracyjny plan w konfrontacji z rzeczywistoscia :-(
poniedziałek, 05 listopada 2007
Veni, Vidi, Marginelli
Najpierw w przeciagu 9 dni spalem zaledwie 33 godiny, by tuz pod koniec, nim zdaze odespac jednoczesnie przyjechali rodzice, Z* i K*... ... i bylo bardzo rodzinnie - Z* to w koncu prawie jak siostra, a K* to MFW (My Future Wife) wiec nie dziwota ze sie wszyscy skumali i spedzalismy caly ten czas razem - czasem moze za blisko, ale to wlasnie dobrze! Byl szok kultur, szok roznic pokoleniowych, szok braku tych roznic, szok wspolnych postaw i szok ich wzajemnego nie zrozumienia, szok braku komunikacji i szok niespotykanie dobrej komunikacji, szok zrozumienia bez slow i szok nie probowania zrozumiec, szok genow, szok ewolucji, szok cywilizacji Wspaniala byla pogoda, a slonce zazwyczaj prostuje metlik w glowie! Ostattnia wyjechala Z* z ktora prosto z pracy wpadlem do kolezanki na obiad z ktorego wystrzelilismy spoznieni na autobus, bo nie dziala az 7 linii i nie ma jak dojechac na czas, by ostatecznie dotrzec 20 minut przed czasem. Teraz robie sobie wolna noc i ide odespac ostatnie 3 tygodnie porozmawiawszy najpierw z G* o zmianie mentalnosci na emigracji, ale takze w miare dorastania i o tym co pomimo dystansu pozostaje niezmienne i wazne, a co traci sie i czy bezpowrotnie. Nie ma z tej rozmowy zadnych konkluzji - przynajmniej takich dla kazdego, publicznych, zapadlem za to w (jesienna?!) melancholie -> FOR YOUR CONSIDERATION 'after winter comes spring'
wtorek, 23 października 2007
Badz ze mna na czasie ;-P!
Rozpoczynam sladem mojego brata liste mailingowa - ktokolwiek zyczy sobie otrzymywac raz w miesiacu informacje na moj temat niech wysle maila na oglaz@wp.eu :-)
poniedziałek, 22 października 2007
Wybory 2007
Nie wiem czy to ogolne zmeczenie prawie 4 godzinnym staniem na mrozie (ponoc klimat jak z nieznanych mi lat komunizmu tylko wtedy nie bylo MCDonald's'a i Starbucks'a - http://www.alert24.pl/alert24/1,84880,4605967.html) by oddac glos w kompletnie na to nie przygotowanym Konsulacie*, czy tez rzeczywiscie, jak stwierdzil premier Mazowiecki w Superstacji byly to najwazniejsze wybory w demokratycznej Polsce -> jedno jest pewne - zaangazowalem sie chyba bardziej niz w referendum unijne! Jestem jednym z tych co glosowali niejako ''w rekawiczkach'', przeciwko raczej niz za, by nie marnowac glosu, bo nie ma lepszego wyboru. Pracuje i studiuje za granica i na codzien nie intersuje sie polska polityka, po pierwsze dlatego ze przez 2 ostatnie lata (odkad wyjechalem) niedobrze mi sie robilo i smutno od sluchania o niej, a po drugie dlatego, bo bardziej wierze w spoleczenstwo niz narod. Zyjac na Wyspach jestem czescia tutejszego spoleczenstwa i nim sie interesuje, jego dobrobyt i lad jest w moim interesie, ale choc sie staram nie potrafie jeszcze wyzbyc sie myslenia w kategoriach patriotyczno-narodowych. Oddalem glos nie do konca zgodnie z wasnymi przekonaniami. Z ulga i zaskoczeniem pomyslalem ze warto bylo - ze ten glos mial znaczenie, i ze ''Polska wrocila na szyny z ktorych wypadla 2 lata temu'' (to znow Mazowiecki) czy tez ''21 pazdziernika zakonczyla sie IV RP'' (Kwasniewski). Poczulem dziwne bezpieczenstwo i komfort ze oto wracamy na wlasciwa wybrana m.in. przez moich rodzicow w '89 roku droge - droge budowania i umacniania demokracji oraz silnej i zjednoczonej Polski na scenie miedzynarodowej niezaleznie od istniejacych w niej pogladow politycznych. Wierze tez ze ostatecznie Jaroslaw Kaczynski tez w nia wierzy, ale w konfrontacji z nowa wladza w reku wypadly mu lejce z rak, a konie popedzily galopem w blizej nieokreslonym kierunku! Wzruszylo mnie takze wystapienie Tuska** - piekne, emocjonalne, wywarzone i szczerze skierowane do calego narodu - po raz pierwszy chyba w tej kampani; W euforii 'polskiego' popoludnia, dyskutujac ze spotkanymi w kolejce znajomymi oraz w mysl zasad psychologii spolecznej nakazujacej byc konsekwentnym z raz podjeta decyzja (Cialdini) uwierzylem ze to bedzie premier ponad podzialami, ktory jest szczerze oddany dobru kraju i narodu! Tusk: ''Żeby sprawa była jasna, żeby te sprawę nazwać; my dobrze wiemy, że to nie jest zwycięstwo partii, że ludzie w Polsce poszli wybierać swój los i nałożyli na Platformę wielki obowiązek i służbę. Chcę powtórzyć słowa: Platforma jest po to, żeby Polacy poczuli się w ojczyźnie lepiej niż do tej pory. Jesteśmy wdzięczni za to, że daliście to zwycięstwo, ale i nałożyliście na nas obowiązek. ... Zrobimy wszystko, żeby Polska była naszym domem.'' Cieszylem sie jak dziecko z wyniku i z opisow znajomych na Skypie i GG widze ze nie jestem w tym uczuciu osamotniony! Mam nadzieje, ze nowy premier mowil prawde i zrobi wszystko by utrzymac moj niepewny glos, a przede wszystkim by z ''przyzwoitym rzadem'' unormalnic ten nienormalny kraj! * W ambasadach i konsulatach powinny poleciec stolki, bo jak mozna sie bylo nie spodziewac wysokiej frekwencji!?! W pomnieszczeniu mniejszym od naszego londynskiego mieszkania trudno bylo mowic o tajnym glosowaniu, bo karty do glosowania wypelnialo sie w scisku scisku na scianie, kolanie i urnie, oraz w pospiechu by inni zdazyli przed 20. Frekwencja w UK to ponoc 11% (zaledwie 70 tys osob z szacowanego prawie miliona ktory tu zyje!)- rekordowo wysoka, ale nikt nie liczy tych ktorzy nie glosuja bo maja daleko do nielicznych obwodow (tylko na caly ogromny Londyn zalediwe 3) oraz tych co nawet jesli sie zapisali i zjawili w OKW to nie mieli czasu by stac kilka godzin w kolejce. ** swoja droga Tusk byl jedynym ktory raczyl wpasc z kampania do Londynu o czym profesjonalnie poinformowal tutejszych Polakow w esemesach wygenerowanych na niektorych telefonach (nie pytam skad mial i ile zaplacil jakiemu sprzedawcy danych za moj angielski numer) W miejscu numeru przychodzacego bylo tylko ''From: Donald Tusk'' i nie sadze zeby mozna bylo na to odpisac!!
wtorek, 16 października 2007
Tyle zachodu: opuscilem hiszpanski, wepchalem sie na konsultacje, odbylem kilkka rozmow z Pania z RIBA Trust w drodze wyjatku zaplacic na wejciu i co... jak tylko zgaslo swiatlo zmorzyl mnie sen na niewygodnych siedzeniach sali Wrena w pieknej siedzibie RIBY i obudzilem sie godzine pozniej na pytania od publicznosci !!! Ben van Berkel z UN Studio zaskoczyl mnie przyiemnoscia i wiekiem -> przedstawiony przez Petera Jenkinsa jako 'mlody architekt' jest juz po 50! Coz - pozostalo mi zaglebic sie w ksiazce na wieczor:-)
czwartek, 11 października 2007
Prawdziwy hiszpanski rzeznik trenuje nas jak poprawnie kroic hiszpanskie szynki!
Taki kawalek szynki jest wg znawcy jak wino - w zaleznosci od miejsca sciecia moze miec nawet 35 roznych smakow (skosztowalem zaledwie 6-ciu!) Jose ukjonczyl studia wyzsze i opowiada o tym kawalku miesa z niespotykana pasja i miloscia jak na prawdziwego rzeznika przystalo...
Oto Serrano Ham podarowana w prezencie, abysmy mogli na niej uczyc sie carvingu - nie jest to jak sie okazalo takie proste, ale jak sie pozna wszystkie triki (jak trzymac noz i jaki noz, gdzie przykladac sile, z ktorej strony zaczynac, z jakich czescie sie sklada taka szynka i czym one sie roznia, ktore kawalki tluszczu zachowac do podania ktore wyrzucic a ktore zachowac do przykrycia, w ktorym momencie zrobic rowek i dokad scinac, jakie sa roznice miedzy hiszpanskim i wloskim sposobem krojenia etc.) to idzie gladko!
A oto nasza wspaniala, pachnaca i droga ''Joselito'' Iberico Ham - ponoc najlepsza z najlepszych, wilgotna od tluszczu pieknej czarnej swini, karmionej po koniec swojego zycia wylacznie swiezymi zoledziami, wedzona w naturalnej piwnicy przez 4 lata, wazaca 8kg i warta £400 (plus extra £150 za deske z chwytakiem i kolejne £100 za noze wylacznie do jej krojenia!)
Od dzsiaj ciazy na mnie odpowiedzialnosc wykrajania jej na zamowienie przy kliencie!
środa, 10 października 2007
Moj nowy piekny przeladowany grafik:
Idea: Zapchac sobie czas maksymalnie w mysl zasady im wiecej masz do zrobienia tym wiecej zrobisz Cel: Posegregowac zycie, wytworzyc nawyk, nie miec czasu na myslenie i nic nie robienie, nie marnowac czasu, skoncentrowac sie na nauce Grafik: Mon 10-13 Uni: Modernity, 13-17 free time/cleaning/ironing, 17-22 Home: Participation, 22-2 Home: Design Studio, (sleep 7hrs) Tue 10-13 Uni: Participation, 13-14 Lunch break(printing), 14-18 Uni:Design Studio, 18-21 Spanish, 21-3 Home: Participation, (sleep 5hrs) Wed 9-10 Tube, 10-15 Work, 15-17 Gym, 17-18 Tube, 18-21 free time/nap(1h), 21-23 Home: Spanish, 23-2 Home:Design Studio, (sleep 6hrs) Thu 9-10 Tube, 10-15 Work, 15-17 Gym, 17-18 Tube, 18-21 Home: Modernity, 21-2 Home: Design Studio, (sleep 7hrs) Fri 10-13 Uni: Design Studio, 13-15 Library: Modernity, 15-16 Tube, 16-18 Gym, 18-23 Work, 23-0.3 Tube and Bus, (sleep 7hrs) Sat 9-10 Tube, 10-16 Work, 16-18 Gym, 18-23 Work, 23-0.3 Tube and Bus, 0.3-2 Honme: Internet, (sleep 6hrs) Sun 9-10 Tube, 10-16 Work, 16-18 Gym, 18-19 Tube, 19-23 free time/going out, 23-0 Tube, 0-2 Home: Design Studio, (Sleep 7hrs)
poniedziałek, 08 października 2007
Petersham Cafe
Przylega do tudorianskiej posiadlosci, posrodku lak i pastwisk Richmond, jest czesxia wiktrorianskiego centrum ogrodniczego, a jednaoczesnie bardzo trendy restauracja o szalonych cenach (przystawki 13, danie glowne 25 funtow), ale w koncu maja zmienne codzinnie, eksperymentalne menu na bazie hodowanych na miejscu warzyw i celebrity chefa - Skye Gyngell. Rustykalne meble, dywany i rafia, pnacza, paprocie i mnostwo kwiatow! Mimo rustykalnych mebli i zastawy, kawy z ekspresu, podlogi, toalety, biura i storage'u w osobnych budynkach i kuchni w dawnym garazu (oddzielnej od restauracji wiec jedzenie nosi sie przez podworko do stolu!) ma niesamowicie posh klimat, a jednoczenie kojarzy mi sie ze starym ogrodkiem dzialkowym i domkiem cioci w Hucie! Ciekawe jest to ze choc knajpa oparta jest na maksymalnie ekologicznych i organicznych zasadach, od powstania cztery lata temu wciaz zagrozona jest zamknieciem przez garstke staruszkow z okolicy (najblizsze domy (posiadlosci) oddalone sa o jakies 50 metrow?!) ktorym nie podoba sie ze samochody parkuja na polnej sciezce i (majac sporo wolnego czasu) blokuja wszelkie planning applications, unimozliwiajac w ten sposob chocby polaczenie kuchni z restauracja nie mowiac juz o rozbudowie! Niestety stac mnie bylo tylko na tarte z figami i herbate z chryzantem:-D
Jesien i wystawa rzezby Henry'ego Moore'a w Kew
W ramach nowego studia wymiarowujemy przerozne londynskie restauracje i oczywiscie mojej grupie trafila sie jedyna z listy poza centrum - Petersham Nurseries -> ostatni przystanek Dostrict Line w Richmond a stamtad autobusem przez las do Parku Lak (Meadow Park) - na 3 wizyty stracilem lacznie 12 godzin samej podrozy, ale ostatecznie ciesze sie z tego bo w Richmond jest sielsko, wiejsko acz bogato i troche jak z Ani z Zielonego Wzgorza wiktoriansko, angielsko, rezydencje, rzezbione bramy, tudorianskie kominy, konie, krowy i kogut pieje, a w dodatku pogoda byla piekna, wiec przedluzylem wypad o wystawe 30 wielkich rzezb Henry'ego Moore'a w Krolewskich Ogrodach Botanicznych w Kew! Henry Moore to jeden z najwybitniejszych rzezbiarzy XX-go wieku, organiczny i prosty - doskonale pasuje do kolekcji drzew Kew, nic dziwnego ze w parku tlumy.
środa, 03 października 2007
W tym roku Studio 5
|